Kronika Jaskini Behemota

Kronika Jaskini Behemota

Na głównym rynku Osady, pod Drzewem Nowin, pojawił się mały zakapturzony człowiek z grubą, obitą bawolą skórą, księgą. Ostentacyjnie usiadł pod drzwiami Gorących Dysput, wyjął nadłamane pióro i zaczął pisać. Bezpretensjonalnie zaczepiał wychodzących z budynku elfów, orków i inne mniej lub bardziej paskudne kreatury. Ciekawość patrzącego na ni to zabawną, ni dziwną scenę, Grododzierżcy sięgała zenitu- nie znał przybysza ani celu jego niespodziewanej wizyty. Postanowił zapytać starca wprost, po co zawraca głowę uczciwym zazwyczaj Osadnikom. Jednak gdy do niego podszedł, nie zadał żadnego pytania. Napis na księdze nie pozostawiał wątpliwości: Chronica Imperii Cavernae Behemoth...

Tak zaczęła się historia pewnej historii... Rozpoczęta w Karczmie rozmowa na temat zwycięzców Imperialnych Turniejów, przerodziła się dzięki pomocy Wysokiej Rady w zorganizowaną formę zapisków kronikarskich. Gruba księga opatrzona autografem Sanctuma w założeniu miała być miejscem, gdzie spisywana będzie awans po awansie, trek po treku historia Jaskini Behemota. Co z wielkich planów wyszło, przekonaj się sam...

Był mglisty poranek. Cała  Osada "Pazur Behemota" była pogrążona  w przyjemnych snach, po wczorajszych długich  zabawach przy Ognisku i w Oberży. Tymczasem pod  Drzewem  Nowin panował niezwykły harmider... 
Kronikarz wraz ze swoją załogą: magiem  Samuelem, Mecku i czerwonym elfem  Irydusem zbierali porozrzucane rulony pełne  historycznych zapisków. Gdy wszystko zostało  zapakowane na wóz, Sanctum wziął leżącą cierpliwie  na ziemi grubą, skórzaną księgę, rzucił pełne  wzruszenia spojrzenie na zaspaną Osadę i zajął  miejsce przy woźnicy. - Ruszajmy panowie, już czas!  - krzyknął drżącym głosem a wóz potoczył się  niemrawo, jakby nigdy nie chciał stąd odjeżdżać, po  wyboistych uliczkach wioski. Gdy dojeżdżali do  bramy, obok pojawiła się zakapturzona istota.  Kronikarz od razu rozpoznał Grododzierżcę i  schylając lekko głowę, uśmiechnął się do Moandora,  który machał do nich grubym pękiem kluczy i  zapewniał o swojej pamięci.

Wóz wyjechał na prosty trakt prowadzący na zachód,  na niezamieszkane dotąd ziemie Imperium. Po  kilkudziesięciu minutach, nie do końca przyjemnej  jazdy po wybrukowanym szlaku, załoga stanęła przed  olbrzymim gmachem, pamiętającym jeszcze pierwsze  lata regencji Hetmana. Sanctum zeskoczył z wozu i  żwawym krokiem podszedł do masywnych, dębowych  drzwi. Ledwie zdążył nacisnąć klamkę,gdy stanął  przed nim  Diabeł- wyjątkowo z uśmiechem na ustach. Sanctum  podejrzewał skąd ta wesołość na twarzy MiBa. -  Myślisz, że wreszcie dam Ci spokój? No przyznaję-  odremontowanie budynku wyszło Ci całkiem całkiem,  więc zasługujesz na wakacje, ale później... -  Kronikarz nie skończył a jedynie wymownie się  uśmiechnął. Zapowiedź odetchnięcia od ciągłych  narzekań Sanctuma, wprowadziła jednak Diabła w tak  dobry nastrój, że nawet wizja dalszych kontaktów  nie była w stanie zepsuć mu humoru.

MiB oprowadzał Kronikarza po zakamarkach nowej  siedziby Kroniki  Imperialnej, a ten ze znaną sobie lubością  rozstawiał zebrane dotychczas woluminy po pustych  ciągle półkach. - Tak, tutaj zorganizuję coś w  rodzaju  Kalendarium wydarzeń z historii Jaskini - Sanctum  był w swoim żywiole i zasadniczo przestał zwracać  uwagę co działo się wokół. Tymczasem MiB wprowadził  go do podziemi, gdzie wirowało kilka portali - Tak  ja chciałeś - rzekł Diabeł - portale do  przeszłości. - To dopiero prawdziwe Archiwum - z zachwytem rzekł Kronikarz i wraz z  MiBem wyszedł na zewnątrz. Tutaj wzruszenie Sanctuma dosięgło zenitu.  Wszystkie jego marzenia zostały urzeczywistnione-  stanęli przed wysokim monumentem z podpisem  "Obelisk Chwały - dla uświetnienia wszystkich,  którzy zasłużyli się dla tworzenia Imperium Jaskini  Behemota". - Dziękuję... - wyszeptał Kronikarz, a  po jego policzku ściekła łza.